Forum www.akadseniora.fora.pl Strona Główna www.akadseniora.fora.pl
Forum Aktywnego Seniora
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Spotkanie z Piwnicą pod Baranami

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.akadseniora.fora.pl Strona Główna -> Twórczość własna seniorów
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MariannaLopaciuk




Dołączył: 20 Paź 2013
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:29, 25 Kwi 2015    Temat postu: Spotkanie z Piwnicą pod Baranami

Wariacje na temat kapelusza - A czyjeż to może być- zastanawiam się, wyciągając z foliowego worka, ukrytego dotąd w piwnicy, jakiś kapelusz. Niegdyś czarny. Chyba stetson, nawet nie przepocony. Lekko zdefasonowany. Czeka mnie przeprowadzka, z wielkim bólem rozstaję się z rekwizytami przeszłości, przewidując, że pozbędę się i wspomnień. A jakiej one ulegają deformacji! Ostatnio wydaje mi się, ze pamiętam to, czego nie było.Pewne sprawy nadal tkwią we mnie głęboko. Trzeba specjalnych okoliczności, żeby te legendy wyzwoliły się..
W „tamtych” czasach, latach 70 ub. wieku, niewielu mężczyzn nosiło kapelusze, uważając je za nieodłączny atrybut męskości. -Może nieżyjącego męża, Roberta ?-Nie, nosił chyba większy rozmiar. A może to jeden z najsłynniejszych kapeluszy w Krakowie-własność Piotra Skrzyneckiego? -Teraz każdy opowiada, ze pił z nim wódkę, był na „ty”.Pisali o nim też prawie wszyscy. A ja nigdy nie zapomnę pewnej wigilii r. 1967! Mieszkaliśmy wtedy w naszym pierwszym mieszkaniu, pokoju właściwie, w dawnym hotelu robotniczym Zakł. Bud. Maszyn i Aparatury im. Szadkowskiego.Dawniej i dzis „Zieleniewski”. Najstarsza fabryka Krakowa, w tamtym czasie priorytetowa- socjalistyczna.Robert uczy w przyzakladowej szkole fizyki.Stąd się wziął przydział mieszkania,. Jak później opowiadał, dzięki swemu niezwykłemu podaniu, cyt.
Do komisji mieszkaniowej R. Łopaciuk, naucz przy Radzie Zakładowej Podanie
Okropnie proszę o przyznanie mi mieszkania. To, w którym czasami mieszkam, serdecznie mi obrzydło. A poza tym głownym podnajemcą w/w mieszkania jest moja tesciowa Kazimiera Prus. Młoda wdówka.Jedyny jej mąż, z którą zreszta miała moją żonę, umarł na szkarlatynę w randze majora.Jest to babsko despotyczne: bije moją żonę, odbiera jej pieniadze itp.
Tesciowa ma syna, osobnika o umyslowosci sierzanta artylerii.Ten mój szwagier, zreszta,m.in. czysci buty moim ręcznikiem,uzywa odbiornika tranzystorowego,nosi krawat z ceraty na gumce, marynarkę z laminatu, koloru niebieskiego i itp. W takim otoczeniu pracowac nie sposób.
Okropnie proszę o mieszkanie trzypokojowe albo domek jednorodzinny.Moze byc bez ogrzewania, ponieważ zimą często nie ma mnie w domu. R. Łopaciuk
Kraków, maj lub czerwiec, w kazdym razie nie listopad 1967r.
Otrzymalismy kwaterę nr 16, ok 16m powierzchni. Wyprowadzilismy się od mojej mamy. Pewnie z ulga odetchnęła. W pokoju tapczan, łóżeczko dziecinne, mały stół, aneks kuchenny, oddzielony szafą. Sanitariaty oddzielnie, długi korytarz. Na ścianie wisi telefon „towarzyski”. Mieszkańcy, to pracownicy zakładów. Płacimy niewiele za czynsz. Zarabiamy też niedużo. Dochodzi się tam od przystanku tramwajowego wzdłuż rzeki Białuchy, lewego dopływu Wisły, od ul. Mogilskiej. Dzis nie ma śladu po baraku.Wtedy malaryczne miejsce, geograficznie 210m. npm. Od wschodu atakują siarczane wonie Nowej Huty, przeważnie jest mgliście, szaro i ponuro. Czekamy długo na nadzwyczajnego gościa, sami. W pokoju choinka, upiększona bialymi, wąskimi słupkami „sportów”. Pod nią dwie półlitrówki”czystej”.Na nic sie zdaje moje święte oburzenie. Przysypiam. Robert wychodzi kilka razy naprzeciw,w kierunku przystanku.Około godz. 24 stają w progu, obaj w kapeluszach. Twarz Piotra okolona brodą, przenikliwe oczy.. Ta noc była przegadana, ciężka od papierosowego dymu, butelki opróżnione. Piotr z Robertem znaleźli „mazowieckie korzenie”. Mińsk Maz. i Siedlce w tym samym powiecie.Tak przesiedzieliśmy do szarego rana. Pozostaje piękny wpis w albumie Zb. Łagockiego o Piwnicy, cyt „.z błaganiem o przyjaźń na zawsze...Dla kontynuowania tematów i znajomosci zostajemy zaproszeni na Groble, gdzie Piotr wówczas zamieszkiwał u p. Garyckiej.Skurczona z zimna i niewyspania jadę z nimi prawie pustym tramwajem. W cudownie zagraconym pokoju, gdzie za zaśłonką łoże Piotra się znajduje, natychmiast wypijamy po kieliszku whisky, której smaku dotąd nie znałam. Rozgrzewa, a jej gorycz dotąd czuję .P. Janina przedstawia sie jako „miniaturzystka”, uśmiecha się do intruzów.Po jakims czasie wracamy do siebie.
Robert, uporczywie nosząc kapelusz,tworzył swój ówczesny image,wzorował się, myslę,na postaciach filmowych,granych przez Humpreya Bogarta, do którego był lekko podobny.Dla Piotra było to naturalne nakrycie glowy. Czasem tylko ktoś Krakowie na takiwidok dowcipkował:” Na glowie sombrero, a w kieszeni zero”. Najwięcej komentarzy powstawalo w S., rodzinnym mieście Roberta, kiedy zjawiał się tam na jakieś swięta, w czarnym płaszczu obowiązkowo.Kobiety na rynku pozdrawiały go „pochwalonym”, a jedna chciala nawet w rękę calować.Czasem zapominał go zdjąć, a wtedy mój cudowny tesć strofował z oburzeniem: „Zdejm tą myckę, co ty Żyd jesteś?” Nie pamiętam już, w jakich okolicznościach Robert poznał Piotra. Bylo to zródlem jego dumy, dla mnie tylko ciekawości. A przecież tylko wybrani mogli w tym czasie bywac w Piwnicy. Trzeba bylo być wtajemniczonym. Jak u Hessego w „Wilku stepowym”- teatr magiczny, nie dla każdego”.
No i zaczęła się ta nasza, piwniczna” jazda bez trzymanki, prawie 3-letnia. Czy mogłam wtedy przewidzieć jej następstwa?
Ale najpierw były cudowne spotkania z „piwniczanami”, chyba w najlepszym okresie ich działalnosci.Bywali u nas i Ewa Demarczyk,Z. Konieczny, p.Długoszowie, Radwanowie, K.Litwin i wielu innych.chodzilismy na przyjecia, bale, urządzaliśmy, kuligi. Kiedys śniegu poskapiło, więc jechaliśmy konnym zaprzęgiem po błocie. Artysta zwany „Bułeczką” krzyczał: „Całe życie marzyłem o brązowym garniturze!” Zdarzało się, że Piotr przyprowadzał nocą jakieś znakomitości ze Wschodu i Zachodu,przedstawiając nas jako parę intelektualistów,dobrowolnie zamieszkujących wśród prostych robotników.Albo jako ofiary systemu, zmuszone do życia w dośc prymitywnych warunkach, np. wspólne ubikacje, ciasnota.
Piotr, zawsze dbając o swój wyglad,przed wejściem do naszej kwatery, zawsze znikał w pomieszczeniu sanitarnym,pewnie po to, aby po zdjęciu kapelusza.starannie uczesać się w „pożyczkę.”Może kiedys, w roztargnieniu, zostawił u nas jeden ze swych nieodłącznych kapeluszy.‘Dlaczego ten rekwizyt przetrwał do tego czasu?Oddaję go Kubie, wnukowi, bo rozmiar pasuje . Mnie ten przedmiot odpycha, jakby mial jakąs negatywną energię. No i żyło się tym stylem piwnicznym, wieczną zabawą, kpiną z rzeczywistości, na którą nie było innego sposobu niż śmiech.Piotr autentycznie wolny,, nie obligowany żadnymi więzami osobistymi czy materialnymi. Na mojego męża mialo to wpływ destrukcyjny,krótko mówiąc,zaczęla się jazda w dół. Tego nie chcę pamiętać, nie... znowu zamyślam się i staram się wydobyć ze szczelin czasu takie perełki, które wtedy rozjasniały ten czas i przestrzeń, jak to się dzis na kazdym kroku mówi. Realność skrzeczała, ale nie przejmowalismy się nią za bardzo . Wtedy „na miescie’ krązyły opowiesci o nadzwyczajnym programie piwnicznym „Łaska Imperatora, czyli Pamiętnik Mary z Reguł”, z nowymi wykonawcami.Były to, jak pisala J. Olczak- Ronikierowa,cyt.”przeplatające się dwa seriale w odcinkach”.Oczywiscie Piotr zaprosił nas na spektakl, ale wczesniej na placki do PP.Karasiów, na ul. Szewską, gdzie również miesciło się słynne atelier pana Adama, slynnego’’ fotografisty’’.Córka jego, Grażyna, uswietniala tańcem przedstawienia. Siedzimy oniesmieleni znakomitymi goscmi, nawet placków nie próbujemy. Wpada Zygmunt Konieczny z najnowszą wiadomoscią:”Wiecie, Piotr zaprosił jakichs robociarzy znad Białuchy. Podobno spędził z nimi wigilię”. Gruchnął smiech dookoła .Bylismy zaprezentowani! Późny wieczór. Tłum się kłębi przed wejsciem do Piwnicy. Jakims innym, tajnym wejsciem Piotr wprowadza nas na występ. Zawsze więcej ludzi niż miejsc. Siadamy wysoko, niedaleko reflektorów i Bogusia Słoty. Ciemno od dymu.Przestrzeń ograniczająca. Duszno. -Oczekiwanie przedluża się. Słyszymy glos dzwonka, nieodłącznego, jak kapelusz, atrybutu. Nieodmiennne powitanie:”Proszę panstwa!’’
Nigdy nie wiadomo, kto wystąpi tego wieczoru.Kto przyszedł, kto się spóznia i kto już nie może. Za scenką toczylo się drugie życie, bardziej rautowe. A na niej wytworna Maja Zającowna, nienaganna dykcja, arystokratycznośc w wygladzie i zachowaniu.Obok całkiem plebejski, natrętny Krzysztof Litwin. Szok i smiech.Piotr dedykuje piosenki bardziej, czy mniej znakomitym gosciom. Zagranicznym i tubylcom, zakamuflowanym „aparatczykom”- incognito i jawnie.Mieczysław Swięcicki „rozkłada” nas lirycznymi „Jęczmiennymi łanami”. Wzruszam się, słuchając Leszka Długosza. Raz w moje urodziny zadedykował mi piosenkę. Głos Ewy Demarczyk rozsadza piwniczne mury. Do dzisiejszego dnia nie słyszalam lepszego wykonania tych niezwykłych piesni Zygmunta Koniecznego.Najpiękniejsze w tym gatunku w Polsce.Np najtrudniejsze do wykonania „Deszcze” A może i na świecie?.Na pewno u większosci z nas pojawiały się łzy w oczach. A pewnie nie wysychały od wczesniejszego śmiechu? Nie stosowano tam zadnych zasad artystycznej kreacji. St Radwan mówił, że to „formula ani przypiął, ani przylatał”.Jak w ogromnym koszu na śmieci- i to, i owo.Taka poetyka. Jak w życiu.
Piotr był przywódcą, mistrzem, guru, ale nie cadykiem, narzucającym swą madroscią reguły. Wiódł to swoje półcygańskie życie,korzystając z nieprzebranej dobroci Janinki Garyckiej. To szara eminencja Piwnicy. Nikt wtedy nie zastanawiał się, kto tworzy te niby scenariusze, odszukuje wspaniałe teksty. Ona byla tak skromna. Widzę ją w ciemnym ubraniu, siedząca w jakims kącie.Po spektaklu kiedys zabrano nas na Groble. Zimno, więc nie przez okno się wchodzi, tylko przez pokoje, na paluszkach, żeby cioć nie obudzić. W lodowatej kuchni stoi gar zupy. Wszyscy żądają herbaty, ale nie chcą czekać. Niedaleko melina.Wszyscy mówią o wszystkim. Czy występ był dobry, co zmienić. Podobnie bywalo w kawiarni „Kolorowa”, punkcie kontaktowym, gdzie (podczas ogólnego braku telefonów) spotykalismy się o 15.
Z okazji 5 rocznicy naszego ślubu, Robert zaprosił Piwniczan na przyjęcie.Byli pp. Długoszowie.Piotr, K. Litwin, Z. Konieczny,. Inni partyjni wówczas goście, Taki melanż. Prowokacja gospodarza, maly happening(te wówczas weszły w modę).Smaczne jedzenie, przygotowane przez Roberta i napitki szybko jednają. A był to zając w smietanie, upolowany przez wujka, niby kłusownika. Tak stało w zaproszeniach.Przyslany z S. długo kruszał za oknem, wzbudzając sensację wśród sąsiadów. Bal w kwaterze nr 16 trwa długo. Nie przejmujemy się, że obok nas śpią utrudzeni sąsiedzi. Niektórzy, mniej zmęczeni, udają się do domów. Inni padają. A J. Cnota usypia w łózeczku naszej corki, ( ta u babci.). Do końca wytrzymywał zwykle Krzyś Litwin. No i ja, usiłująca zaprowadzić jaki taki porządek. Wietrzę starannie pomieszczenie.Usuwam szkło. - Nie krzuntaj się tak, nie krzuntaj proszę,- mruczy przysypiając, ale przedtem zostawia dowcipny rysunek w albumie.
Na następne przyjęcie udaje sie zaprosić Ewę Demarczyk. Świeżo po występach w paryskiej Olimpii.Zmarznięta, siedzi poczatkowo w czarnym futerku, pali”carmeny”.Potem opowiada,że wlasciwie cały ten sukces zawdzięcza pewnej umiejętnosci. Cala ta międzynarodowa publicznosc nie rozumiala,oczywiscie treści. Oczarowala ich nieprawdopodobna szybkośc wyspiewanych słów w”Karuzeli z madonnami”lub „O cudownych narodzinach Boleslawa Krzywoustego” Na temat tej ostatniej kompozycji ktos zartuje, że inspiracją do niej mogla byc ludowa przyspiewka z Krakowskiego, „Jedna baba, drugiej babie”. Nurt etno-folkowy też był modny w piwnicy. Tu przytoczę tekscik, ktory został zaprezentowany podczas jakiejs biesiady: „Łopaciuk jako zjawisko społeczne”. Autor poeta, dziennikarz Wiesław Koszela.
„ Łopaciuk jako taki zapewnił sobie trwałe miejsce w etnografii polskiej obok takich sprzętów wyposażenia domowego, jak kociuba, stepy, przyzdybek, podnóżek, nadupeksiad, międlica zwyczajna, skopek, turkuc podjadek itp. Dowodem wielkiej popularnosci Łopaciuków jest również dzielo „Dykcyonarz służący do poznania historyi naturalney y różnych osobliwszych starożytności, które ciekawi w Gabinetach znayduyą „/Dzielo wielce ciekawy y użyteczne z Fracuzkiego przełozone przez X. Ładowskiego Piara, w Krakowie, w drukarni Ignacego Grebla, Typografya y Bibliopoli J.K.Mci.
ŁOPACIUK. Jest to rodzay,który zębami wgryzaią się w żyłki ziela,y tam zakladaią swoie mieszkanie żyiąc bezpiecznie od wszelkiej przygody. Jedne mieszkaią osobno,drugie razem. Rozmaite są ich rodzaie, iedne przemieniają się w motyle, drugie w muchy lub robaczki łuszczaste. Do murowania iest lepszy, który twardnieje.W Kanadzie znaydują sie Łopaciuki bielutenkie, co skutkiem iest położenia kraju, może że y w Europie północney, kiedy postrzegą ich.
Op. Cit. Str. 85 et 35
W inny sposób genealogię powstania zawołania ŁOPAACIUK! Przedstawia Jan Długosz w swoich kronikach polskich. W tomie z r. 1477 pisze on/Tłumaczenie Józefa Dzwońca, Paris 1882, rue Lopatschuk/.
„A kiedy polowal Król Jagiełło w swoich podsanockich lasach na zwierza grubego się wybrawszy, wśród pacholków poploch wzbudził dzik okropny, który z gąszczu wypadłszy, poprzewracał ich i- fi donc-/przypadek tłumacza/ rozpieprzywszy, powalił. A chmyz w onczas pospolity,źwierza ogromem przerazon,krzyknął ŁÓ...PACIUK/więc świnia/, przez co szlachectwo wraz z tytułem i herbem otrzymał.
Jak mówią ciury przy tym obecne,pachołek wieprza dzikego tak nazwał, jako, ze wieprz ten plugawie, w gąszczu biegnąc się o nadlesniczym wyrazal. W powszechnym przekonaniu miano:Łopaciuk” nie jest pejoratywne. Znalazło to swój wyraz w licznych piesniach ludu polskiego.cyt.
Tom XV- Rzeszowskie
Hej, Łopaciuki jadą
Hej, Łopaciuki stoją
Hej, bo się Łopaciuki
Nikogo nie boją
Hej, gdyby Łopaciuków
Było pięćdziesiąt siedem
To ja się ich nie boję
Ćhociem jest tylko jeden.
Tom xxiv ŁEMKIWCZINY
Łopaczok –nie tot, tot nie Roberczok, s uma saszod jewo znajet- da ni Roberczok ni Łopatiok.

Dalej nie cytuję, bo.jest lekko nieprzyzwoite.dla niezaspokojonych pozostawiam do wypelnienia luźną stronę np,..........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Śmiech, żarty, brak powaznych tematów. Piwnica potrafiła strącać z piedestalu.Niekiedy też Piotr zaskakiwal nas,przyprowadzając nieznanych gosci, np. Witię Trachtenberga, młodego gitarzystę z ZSRR.Gral nocą,. Latem towarzystwo przenosilo sie w plener. Na imieninach Piotra, w Swoszowicach, nie moglismy nikogo odnależć w ciemnosciach, nawet solenizanta. Ubrudzeni stearyną, wracalismy na piechotę z Mają Zającówną i St.Radwanem aż na Biały Pradnik,gdzie mieszkala. Bywalismy też u innych. Częsciej u pp.Dlugoszów w „szarej „kamienicy, rzadko u W.Dymnego, czy p. Zachwatowicz na Jana.
. Robert krąży wokól Dymnego, zachwycony monologami o Majewskich i innych. Wiesław staje się autentycznie jego idolem. Mnie to nie raduje, bo coraz czesciej mój mąż korzysta ze zwolnień z pracy(od zaprzyjażnionych lekarzy)Jeszcze kwatera nr 16 goscinnie przyjmuje plastyków. Zbigniew Warpechowski obmysla być może swoje performance. A ja pomału doznaję rozdwojenia jaźni. Muszę pracować,wychowywać córkę, żyć normalnie, tzn.mówić coś innego,mysleć inaczej.Tak jak większosc ludzi w tamtej rzeczywistości. Marzec 1968. Nie rozumiemy fali antysemityzmu. Piotr zartuje:”Patrz, jaka ta piwnica zażydzona, nawety Święcki ma w nazwisku-Icki. Rynek krakowski czarny, nieprzyjazny, tłum robotnikóe, przestrzeń agresywna. Uciekam do domu.Robert ma wystawę swoich fotografii w Piwnicy, potem w „Zaścianku”. Krąży po miescie, akademikach.Niedaleko jednostka „czerwonych beretów”. Podobno docierają tam dziewczyny z agitacją. Jaki był udział Roberta w tym wszystkim- nie wiem, ale po jakims czasie okazuje się, że skrzętnie zanotowano w jego kartotece:”bral udział w wypadkach marcowych”!
Spostrzegam, że nie bardzo mi odpowiada taka projekcja życia, taka formula. Każde z nas ma swoją przestrzeń psychiczną. Robert innośc, nienormalność. Ja dążę do stabilizacji. Widzę, jak wiruje niczym satelita. A Piwnica zniszczyła niejedną osobowośc. Piwniczny festyn trwa. Potem nastapił program pt.”Ja ciebie, Władek, psuć nie chciałem...czyli kochac nie warto” Szalone wykonanie „Szalonego szału”przez M. Zającowną. Halina Wyrodek też to fantastycznie recytowała,później.Inna piwnica, inny czas. Jeszcze przez rok uczestniczyłam w szalonych przedsiewzięciach, balach.Męczyły suto zakrapiane radosne biesiady. Aż zdarzyło się pewnego wieczoru wielkie otrzeźwienie. Wracam z pracy, a tu na barakowym korytarzu kłębi się tłum. Najpierw mnie przepuszczono, aby za chwilę zastukać do drzwi i grzecznie poprosić:-My chcielim z panią porozmawiać. –Wychodzę zaniepokojona.
-My chcemy prosić, żeby tu więcej nijakich halasów w nocy nie było!Dzieci spać nie mogo, chlopy do roboty.
Śpiewy, trzaskanie drzwiami, pijanice jedne.
Czerwienię sie po same uszy za w gruncie rzeczy nie swoje przewinienia.Czuję się okropnie, wstyd i złość.
-A ten z brodą to goly po korytarzu lata. Oczy trza odwracać. Nie chcemy tego oglądać.
Skruszona i zawstydzona obiecuję, że to sie na pewno skończy. Robert wraca, wzrusza ramionami _Nie, to nie.

Ale wystarczylo, żebym wyjechala z córką na wakacje, żeby następna breweria (z Warpechowskim) skończyla się dla Roberta kolegium do spraw wykroczeń. Świadkami byli sąsiedzi, robotnicy.
-Czy to prawda......itd?
-A skadże, pan profesor to spokojny człowiek.
-Kulturalny i inteligentny, swój chłop.
-Że tam jakichś artystów sprasza, to każden ma swoich znajomych.
Uniewinniono go, oczywiscie.
Tak, kazdy mial swoją piwnicę, jak mawiał leszek Długosz. Potem wyjechalismy na Mazury, a Piotr w noc pożegnalną na Rynku o świcie wykrzykuje: Co robicie? Gdzie jest piekniejsze miasto na świecie? Popatrzcie na te wieże, kościoł.
.On autentycznie kochał Kraków i nie lubił z niego wyjeżdzać. Po 5-letnim pobycie wracamy i juz cięzko znależć naszą piwnicę. Inni,i nowi ludzie. Robert zaprzyjaznia się z Haliną Wyrodek, która pozostaje wtedy w związku z „malarzem pokojowym”.Urządzono jej wspanialy benefis. Kiedy pytam ją,czemu ma łzy w oczach za kazdym razem,.gdy śpiewa „Tę naszą mlodośc”, mówi,że widzi wtedy swego ukochanego psa pod kolami samochodu.

Takie były zabawy w ‘one lata’ dla mnie niezapomniane. Dobrze mieć taki talizman w zapasie, kiedy już, jak pisze W. Mysliwski, „wyobrazni nie chce się już wyobrazac. „Pozostaly wspomnienia, poczucie udzialu w czymś obroslym juz legendą. I „muzyka. tylko muzyka, na ten swiat, na to życie”.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MariannaLopaciuk




Dołączył: 20 Paź 2013
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:21, 27 Kwi 2015    Temat postu:

Tekst o Piwnicy jest, nie wiem czemu, bardzo niekompletny. Urwane wyrazy , zdania, wiele częsci pominiętych. Może moja jakas indolencja, a może komputera?Poradzę sie wnuka.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
joanna




Dołączył: 09 Kwi 2014
Posty: 224
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:23, 24 Cze 2015    Temat postu:

Daj znać jak to poprawisz. Uwielbiam Piwnicę pod Baranami, więc chętnie poczytam ten tekst.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MariannaLopaciuk




Dołączył: 20 Paź 2013
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:13, 02 Lip 2015    Temat postu:

Próbowalam poprawić i nie umialam

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babajaga




Dołączył: 30 Gru 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:13, 30 Lip 2015    Temat postu:

Piękne! Uwielbiam Piwnicę pod Baranami!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łucja




Dołączył: 26 Lip 2013
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 9:42, 07 Paź 2015    Temat postu:

Ja też ją bardzo lubię, więc chętnie wzięłabym w takim spotkaniu udział.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tosia




Dołączył: 16 Gru 2013
Posty: 82
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:00, 04 Lis 2015    Temat postu:

Piwnica z Piotrem...nie wróca te czasy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łucja




Dołączył: 26 Lip 2013
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:46, 02 Gru 2015    Temat postu:

Niestety nie, a to wielka szkoda.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.akadseniora.fora.pl Strona Główna -> Twórczość własna seniorów Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin